IV

2011-09-05 11:45:10

-To Dziadzio wymyślił - uśmiechnął się Hiroshi słabo.
Keiichiemu wydawało się, że jest jakiś taki... blady? Nieee... To przez to mleczne światło na korytarzu - pomyślał.
-Co wymyślił?
-"Nie zawracać głowy sprawami nie wartymi mojej cennej uwagi" a i tak nas wezwał - zażartował, po czym skrzywił się nieznacznie.
-Coś w tym jest... - Keiichi uśmiechnął się ze zrozumieniem.
Chwilę tak stali w milczeniu. Była to dość żenująca chwila. Ramię w ramię niemo odmawiali wejścia do gabinetu dyrektora, a jednak im się dziwnie spieszyło, chcieli odejść od siebie najdalej, jak tylko było możliwe.
-Dobra, wejdźmy wreszcie - stęknął Hiroshi i drżącą ręką zapukał do drzwi.
Czyżby się bał? - pomyślał Keiichi. Nie może być! Przecież bywał u Dziadzia tak często!
"Proszę" usłyszeli z drugiego pomieszczenia, więc nacisnęli klamkę i po chwili zamknęli za sobą drzwi.
-Siadać - nakazał dyrektor z surową miną. Uczynili to bez słowa. Mężczyzna chwilę spoglądał na nich jak na małe, rozwydrzone bachorki, które właśnie całkowicie przegięły i nie wie, co ma z tym zrobić. Oni wcale nie mieli zamiaru przerywać tej jakże błogiej ciszy.
W końcy nie wytrzymał.
-Czyście powariowali do reszty?! - wybuchnął. -Jak wy w ogóle wyglądacie! Obaj obici, posiniaczeni! Jakby was kto w domu maltretował!
Unieśli tylko w zdziwieniu brwi.
-Hiroshi! Nie możesz się tak zachowywać! - Zwrócił się teraz do każdego osobno. Blondyn na myśl poczuł się słabo. - Wiem, że masz różne nieprzyjemne nawyki, ale nigdy jeszcze nie doszło do czegoś takiego! Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji? Bo mnie się nie wydaje!
"To po co pytasz?" pomyśleli obaj, ale nie mogli się nad tym zbyt długo zastanawiać, bo dyrektor kontynuował.
-Co by Twoi rodzice pomyśleli? Uważasz, że byliby dumni z takiego syna?
I w tej chwili ewidentnie czekał na odpowiedź, więc Hiroshi słabym głosem jej udzielił.
-Na pewno nie... - brzmiał, jakby bardzo żałował wczorajszego czynu. A wcale tak nie było.
-Gdzie w ogóle jest teraz twoja siostra? -dociekał.
-Jak ostatnio z nią rozmawiałem, to była w Buenos Aires, ale chciała lecieć do Londynu... - ta odpowiedź była trudna. Dużo siły wymagała od chłopaka.
-Kiedy wraca?
-Nic mi na ten temat nie wiadomo...
-I co ja mam z tobą zrobić... -załamał się dyrektor. Jak tu ukarać ucznia, kiedy nawet nie można wezwać jego rodziców do szkoły!
Hiroshi tylko wzruszył ramionami, co wywołało kolejny grymas na jego twarzy. Starszy mężczyzna westchnął. Chwilę trwał w ciszy, po czym obnażył kolejny wybuch gniewu.
-A ty, Keiichi! Jak to wygląda, przewodniczący samorządu! - Uderzył nawet pięścią w stół.
-Na pewno źle, panie dyrektorze - powiedział z pełną skruchą brunet.
-I to jeszcze jak! Przecież rada rodziców mnie zabije, jak się dowie, że przewodniczący brał udział w bójce! - sapał jak gorąca lokomotywa.
-W to nie wątpię...
-Żeby tylko oni! - kontynuował. - Przecież grono pedagogiczne już bojkotuje cię ze stanowiska!
Keiichi spojrzał baranim wzrokiem. Starszy pan zmierzył ich od stóp do głów.
Keiichi wyglądał, jakby zabrali mu naważniejszą zabawkę, a Hiroshi - o, ironio - jakby go pobili. I dyrektor nie miał na myśli tych wszystkich siniaków.
W końcu westchnął.
-Zawieszam was obu - powiedział w końcu i był zupełnie spokojny.
-Co?! - krzyknęli obaj.
-Na dwa tygodnie. Nie mam wyjścia. Wiem, że bywa z wami różnie, ale wiem też, że nie jesteście złymi chłopakami, dlatego daję wam obu szansę.
Obaj zmarszczyli brwi. Nic nie rozumieli.
-Macie całe dwa tygodnie na to, by się pogodzić. Nie mówię, że macie nagle stać się najlepszymi kumplami pod słońcem, ale wymagam od was wypracowania do siebie szacunku, jakiegokolwiek. Macie być w stanie rozmawiać ze sobą dłużej niż pięć minut bez potrzeby wzywania policji, jasne? - spojrzał po nich obu i wręcz przeszywał ich wzrokiem.
Tego jeszcze nie grali, pomyśleli obaj.
-Jasne?! - powtórzył na wypadek, gdyby któryś z nich zatracił zdolność mowy w ojczystym języku.
No cóż, jak mus, to mus!
-Jak słońce... -odpowiedzieli jednocześnie, każdy z inną determinacją w głosie.
-A teraz wypad mi stąd! - warknął wskazując na drzwi. -Widzimy się za dwa tygodnie.
-Tak jest - odpowiedzieli niczym kadeci i jak na komendę równocześnie wstali i wyszli z gabinetu.
Gdy drzwi się za nimi zamknęły, Keiichi odetchnął głośno.
-Było blisko... - powiedział do siebie. Hiroshi stęknął coś w stylu "aha" i jego kooperacji byłoby na tyle.
Brunet spojrzał zdziwiony.
-Co ci jest? - zapytał, kiedy zauważył, że blondyna trzęsie z niewiadomego powodu.
-Nic szczególnego - bąknął pod nosem i spróbował iść przed siebie. Cały czas obejmował się rękami, jakby trzymał coś bardzo ważnego. Przy czym nie szedł normalnie, tylko jakoś tak dziwnie utykał...
-Hej, nie musisz być taki... - zmarszczył brwi. Wcześniej, w gabinecie, nawet pomyślał, że mógłby spróbować się z nim jakoś tam zakumplować, ale nie będzie się z tym cackał, jeśli Tleniony zachowuje się jak snob. Przez 5 nanosekund pomyślał nawet, zeby go przeprosić! ale już za późno.
-Pogadamy kiedy indziej - powiedział. Nie miał siły iść, a co dopiero wyjaśniać cokolwiek z przewodniczącym. To zawieszenie bylo idealną okazją do podleczenia tych przeklętych żeber! Ale najpierw musiał się udać do szpitala...
Świat zawirował mu przed oczami. Zachwiał się, ale na jego szczęście, jeszcze nie upadł.
W tym momencie coś dziwnie tknęło Keiichiego, aż się zainteresował sytuacją.
-Hej, na pewno wszystko w porządku? - Zapytał podchodząc do niego. Złapał go za ramię, a ten nagle runął. Padł na bruneta plecami, ten zdążył go złapać.
Hiroshi był caly blady i okropnie nim trzęsło.
Ze zmarszczonymi brwiami sprawdził temperaturę na czole chłopaka.
-Człowieku, masz gorączkę!
Hiroshi nie był w stanie odpowiedzieć.
-Szlag! Zabieram cię do szpitala! - przerażony złapał chłopaka i pomógł mu wstać. Podniósł jego ramię, co wywołało jęk bólu.
Keiichiego nagle olśniło. Żebra! Jakimś cudem dotaszczył go do bram szkoły. Pomógł blondynowi usiąść na jednej z ławek przed szkołą i w plecaku zaczął szukać telefonu, żeby wezwać pogotowie. Gdy go wyciągnął okazało się, że bateria się rozładowała. Wciskanie wszystkich klawiszy i uderzanie telefonem o ławkę w niczym mu nie pomogły.
- Już lepszej pory nie nie mogłeś sobie znaleźć, żeby cię nakarmić pieprzony telefonie?! - zaczął krzyczeć na martwą rzecz. Fakt, teraz była bardziej martwa niż zazwyczaj. Rozejrzał się po okolicy. Nikogo nie zauważył przed szkołą, żadnych uczniów ani nauczycieli. Keiichi pomógł wstać Hiroshiemu. Doperio wtedy z budynku szkoły wyszła Megumi i zauważyła, jak Keiichi taszczy gdzieś Hiroshiego. Zrobiła przerażoną minę, ale nie była w stanie się odezwać. A jeśli Keiichi tak bardzo się zdenerwował na blondyna, że chce mu zrobić większą krzywdę niż wczoraj? Spanikowana nie mogła się nawet ruszyć z miejsca, by pobiec za nimi. Nigdy nie widziała Keiichiego w takim stanie!
A Keiichi główkował. Do jego domu było niedaleko, miał tam zaparkowany samochód. Mógłby sam zawieźć chłopaka do szpitala. Na pewno będzie szybciej, niż czekać na jakiegoś przechodnia, żeby zadzwonił po pogotowie. Wtem Hiroshii nagle jakby się ocknął i resztką sił odsunął od siebie bruneta.
-Gdzie leziesz? - warknął Keiichi. - Zabieram cię do szpitala! - Złapał blondyna za rękę.
- Co ty robisz? Zostaw mnie w spokoju. Nic mi nie jest! - Próbował strząsnąć rękę bruneta. - Poradzę sobie. - powiedział trzymając się za lewy bok.
- Baka! Daj sobie pomóc, skoro i tak stracilem swój czas na wyniesienie cie ze szkoły! - Keiichi nie odpuścił. Hiroshii nie miał już sił na stawianie oporu, więc spokojnie dotarli do samochodu zaparkowanego przed jego domem. Usadowił go na siedzeniu obok siebie i po chwili zastanowienia nie zapiął mu pasów. Poczuł na policzku gorący oddech blondyna. Potem usiadł za kierownicą i wyruszył w stronę szpitala. Co chwilę zerkał na swojego kontuzjowanego pasażera, czy aby wszystko wciąż jest w porządku.
Megumi oglądała to wszystko z drżącym sercem.
Na szczęście obeszło się bez korków.
Wjechali specjalnym wjazdem dla karetek na sygnale. Keiichi wgramolił się pod samo wejście od strony pogotowia, żeby Hiroshi nie musiał za dużo chodzić. Zaparkował w zasadzie obok wejścia, udało się znaleźć wolne miejsce. Pomógł blondynowi wysiąść i potem poprowadził go do budynku. Hiroshi był na tyle zaczarowany czynami chłopaka, że nie śmiał nawet protestować. Został posadzony na krzesełkach, a brunet podszedł do pani pielęgniarki w okienku rejestracji. Zaczął coś nerwowo gestykulować opisując kobiecie sytuację i ewidentnie domagał się szybkiego przyjęcia kolegi, bo ten strasznie cierpi. Nawet pokazał w jego kierunku, mówiąc zapewne, że nie żartuje sobie z takiej sytuacji. Blondyn nawet nie musiał udawać obłożnie chorego, bo tak się już czuł.
Pielęgniarka pokiwała głową, wypełnili razem jakiś formularz, po czym przyszedł pielęgniarz z wózkiem i Hiroshiego zabrali na prześwietlenie. Keiichi usiadł na korytarzu szpitala i czekał.
Po jakichś dwóch godzinach blondyn wyszedł o własnych siłach z sali. Lekarz szedł obok niego.
- Jesteś jego krewnym? - spytał Keiichiego mężczyzna w białym kitlu, któremu nawet nie zdążył zaprzeczyć. To była tylko formalność jaką musiał wypełnić. - Jedno żebro jest złamane, reszta bolących miejsc to tylko obicia. Należy przypilnować, żeby nie ruszał się zbyt żwawo i zmieniać mu raz dziennie okład i opatrunek. Podano mu silne leki przeciwbólowe oraz przeciwgorączkowe, może kontaktować trochę gorzej niż normalnie. Zabierz go do domu i przypilnuj, żeby dobrze wypoczął.
Keiichi grzecznie kiwał głową. Nie powie przecież lekarzowi, że odstawi gościa do jego domu i zostawi na pastwę losu, bo wcale się nie lubią.
Lekarz chwilę popatrzył po nich i zmrużył się ciekawsko.
-Coście chłopaki robili? Pobiliście się o dziewczynę? - spytał żartobliwie. - Całe szczęście, że masz takiego dobrego przyjaciela i nic się nie stało. Złamane żebro może być przyczyną poważnego problemu. - Poklepał blondyna delikatnie po ramieniu. - Hiroshi tylko fuknął nic nie mówiąc.
- Bezpiecznej drogi i nie pobijcie się znowu. - lekarz uśmiechnął się i poszedł w swoją stronę.
Hiroshii nie miał wcale dobrego humoru. Burknął coś pod nosem i poszedł w stronę wyjścia. Keiichi powłóczył nogami tuż za nim.
- Odwiozę cię - rzucił słowami w kierunku nieogarniającego Hiroshiego. Nie chciał być miły. Wiedział, że złamane żebro to jego wina, chciał się odpłacić w jak najbardziej oszczędny sposób i potem nie mieć z Hiroshim większego kontatku.
- Dzięki, ale nie ma takiej potrzeby. Wszystko już w porządku - odpowiedział jakoś tak... na haju? Lekarz coś mówił o silnych lekach...
- Na pewno nie jest w porządku. Jesteś otumaniony. Moim obowiązkiem jest doprowadzić cię chociaż do domu. Nie będę cię tam nawiedzał i pilnował dawek lekarstw ani karmił rosołkiem - chciał być żartobliwy, ale brzmiało to trochę ostro.
Hiroshi westchnął.
- Dobra, ale tylko dlatego, że nie mam siły protestować! - Zmarszczył się obrażony.
Keiichi nie chciał tego po sobie pokazać, ale ucieszył go fakt kooperacji chłopaka.
- Świetnie -uśmiechnął się od ucha do ucha i poprowadził blondyna do samochodu.
Podjechał najbliżej jak się tylko dało pod drzwi bloku.
Kierowca spojrzał w górę na kilka wysokich kondygnacji.
- Wysoko mieszkasz? - Zapytał z obawą, że będzie musiał mu pomóc iść po schodach.
- Nie musisz mnie odprowadzać, to tylko parter - pomimo wciąż pulsującego bólu wyszczerzył się. Po chwili zaczął mocować się z klamką.
Keiichi szybko wysiadł i otworzył mu drzwi. Hiroshi z minuty na minutę był coraz bardziej obrażony. Nie lubił, jak go traktowali jak niedojdę.
Mimo to, brunet podszedł z nim pod same drzwi klatki schodowej.
Chwilę trwali w ciszy, obaj zażenowani ostatnimi wydarzeniami.
Hiroshi kłócił się jakiś czas ze swoimi sumieniem, które w końcu wygrało 3:0 i westchnąwszy odezwał się.
- Dzięki... za dzisiaj - zaczął cicho. - I... przepraszam... za wczoraj...? - Popatrzył na chłopaka baranim wzrokiem. Nie przywykł do przepraszania facetów.
Keiichi uśmiechnął się.
- Nie ma sprawy, to w końcu ja złamałem ci żebro - zażartował.
- Chyba... nie będziemy już tak ze sobą walczyć, co?
Brunet zrobił zdziwioną minę.
- Bo wiesz, ja naprawdę nie chcę ci odbić dziewczyny. Nigdy tak nie zrobiłem i nie zrobię - obiecał.
Keiichi westchnął.
- Rozumiem - zwiesił głowę. - Trochę za ostro reagowałem. Wybacz.
Tym razem Hiroshi się uśmiechnął.
- Dobra. Nie było afery, bo zaraz będziemy się przepraszać za to, żeśmy się urodzili!
- Jasne - mruknął, machnął na pożegnanie, wsiadł do auta i odjechał.
Hiroshi myślał, że nigdy sobie nie pójdzie.
Wszedł do pustego mieszkania i miał ochotę umrzeć. Miał dość dzisiejszego dnia.

Fujoshitachi

Tagi: yaoi

skomentuj (1)


Strona główna