Hiroshi nie zdążył zareagować, zanim pięść bruneta sięgnęła jego twarzy i powaliła go solidnym prawym sierpowym.
Blondyn zachwiał się - nie wiedział, co się stało. Nagle poczuł ból w poliku i to, jak go odrzuciło do tyłu. Cofnęło go o kilka kroków. Złapał się za twarz, pomasował ją chwilę, ale cały czas wpatrywał się w bruneta z niedowierzaniem. Polik powoli stawał się różowy pod jego palcami.
W tle dało się słyszeć pokrzykiwania kibiców jednej i drugiej strony.
-Czy ty właśnie mnie uderzyłeś? -Zapytał głupio.
-Owszem, i nie zawacham sie tego powtórzyć, jeśli mnie zdenerwujesz. -Odszedł delikatnie kozłując piłką w stronę kosza.
HIroshi przez 14 nanosekund wpartywał się w plecy napastnika, po czym rzucił się za nim biegiem, naskoczył mu na plecy i podchaczył go.
Wywrócili się obaj. Keiichi poleciał na twarz, ale blondyn był w lepszej sytuacji - siedząc na przeciwniku miał pełną swobodę ruchów. Zaczął go okładać lekkimi sierpowymi, tylko, zeby nastraszyć. Nie chciał przecież nabić mu krzywdy - nie daj Boże poskarży się nauczycielom... -pomyślał Hiroshi z obrzydzeniem. Poza tym, nie zależało mu na tym.
Z każdym kolejnym ciosem krzyki widowni nabierały na sile, aż w końcu osiągnęły poziom skandowania o wygraną każdej ze stron - oczywiście, że utworzyły się dwa obozy kibiców.
Keiichi jednak nie uznał tego za ostrzeżenie. Nie tyle spanikowany, co wściekły, zaczął rzucać się pod blondynem, byle tylko nie dać za wygraną. Dał radę obrócić się pod wagą napastnika.
Hiroshi oberwał ponownie po twarzy, potem dość mocno po żebrach. Na chwilę stracił koncentrację, a Keiichi odzyskał prowadzenie w bójce. Odrzucił blondyna w tył - ten runął mocno na plecy - szybko go unieruchomił i przyłożył mu raz i drugi po żebrach. Hiroshi zachłysnął się powietrzem, którego w zasadzie nie zdążył zaczerpnąć, a już zostało siła wypędzone z jego płuc. Gdyby szybko nie zareagował, Keiichi spompował by z niego całe życie swoimi szybkimi ciosami. Jednak udało mu się na tyle unieść nogę, aby kolanem trafić w krocze bruneta.
Zanim Keiichi odzyskał świadomość, Hiroshi zrzucił go z siebie, zbliżył by złapać go za kark i silnymi kopnięciami okładał go po żebrach i brzuchu. Już mu nie zależało, żeby być delikatnym - sam oberwał na tyle, że kwestią godzin było pokazanie się tych wszystkich sińców i obrzęków.
Keiichi próbował odepchnąć blondyna, ale na takim dystansie, którego w zasadzie nie było, nie był w stanie. Między kolejnymi kopnięciami próbował się szamotać, ale Hiroshi miał zbyt dobry chwyt, żeby mogło pójść gładko.
Skoro ręcę i nogi nie dają rady -pomyślał brunet przelotnie -to głowa musi...
I zrobił, jak pomyślał - odchylił sie na ile pozwalał mu uścisk blondyna i zamachnął się swoim czołem w głowę napastnika.
Hiroshi odpuścił jak stara tapeta na ścianie łapiąc się za głowę i stękając z bólu.
W tle ponownie dało się słyszeć z jednej strony jęki zawodu, a z drugiej triumfalne hasła.
Zanim Hiroshi odzyskał świadomość, a Keiichi zdążył zamachnąć się ponownie, nauczyciel wkroczył do akcji.
-Dośc tego, chłopcy, bo zaraz się pozabijacie! -Mężczyzna okazał się nauczycielem od angielskiego. Nie wyglądał na takiego co by się wtrącał w cudze sprawy. Jednak minę miał dość poważną, więc chłopcy zamarli w bezruchu. - No ruszać się, zamierzam was odesłać prosto do dyrektora! Przedowniczący, który bije się na boisku, przecież to nie do pomyślenia!
Widownia zawyła z zawodem, ale nie mogli nic poradzić na ten niespodziewany koniec bójki.
Śmiertelni wrogowie spojrzeli po sobie. Już powoli widać było, jakie siniaki robią im sie w miejscach uderzeń. Na razie były tylko różowawe, ale jutro...
Obaj głęboko odetchnęli i powoli zgramolili się z siebie nawzajem. Otrzepali się z kurzu, który ich zdaniem się na nich osiadł i z dumnymi minami podeszli do nauczyciela. Ten tylko powiedział, że jutro, z samego rana, doniesie o tej sytuacji dyrektorowi i to on wymierzy im karę.
Spojrzeli ponownie po sobie, obrażeni na siebie i na cały świat przy okazji, i wszyscy rozeszli sie do swoich domów.
***
Keiichi próbował się przewrócić na drugi bok, jednak się obudził gdy silny ból przebiegł przez jego kręgosłup. Zrobił zbolałą i krzywą minę i otworzył leniwie jedno oko. Spojrzał się na zegarek, było dopiero po szóstej. Nie opłacało mu się spać dalej więc wstał i poczuł większość swoich mięśni. Wydawało się, że krzyczą "idioto, po co się z nim biłeś!?". Doczłapał się do łazienki i spojrzał się w lustro. Zadrapania na twarzy od upadku na ziemię były jeszcze świeże, a siniaki na żebrach i reszcie ciała były okazałe i mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Przez myśl przemknął mu Hiroshii. Czy wygląda tak samo żałośnie jak on? Brunet westchnął i poszedł się umyć, nie zwracając uwagi na to, że cały czas myśli o swoim naturalnym wrogu.
Hiroshi wyglądał gorzej. Może nie ze względu na większą ilość siniaków niż brunet - mimo wszystko było to możliwe - ale na minę, którą robił przy jakimkolwiek ruchu. Na żebrach miał wielkiego siniaka, w zasadzie cała jego klatka piersiowa była jednym ogromnym krwiakiem, który nie dość, że źle wyglądał, to i gorzej bolał. Nawet zapomniał o obolałej żuchwie, ręce i kroczu - bo tam też parę niezamierzonych razy oberwał. Musiał się powstrzymywać, by nie zawyć z bólu. "Co jest? Nie jestem przecież mięczakiem!" pomyślał i wykonał kilka ruchów mających podnieść go z łóżka. Udało mu się, ale po chwili strasznie tego żałował. Syknął z bólu, ale nie miał siły się zwinąć. I tak by mu to nie pomogło. Spróbował odkaszlnąć. Też zabolało. Jak on ma pójść w tym stanie do szkoły? Nie widział tego. Zaklął głośno. Miał nadzieję, że Keiichi czuje przynajmniej połowę tego, co on. Ooo, właśnie. Keiichi. Przeklęty przewodniczący. W ogóle nie rozumiał gościa! Niby o co się wczoraj tak zawzięcie okładali pięściami?! Przecież on nie chce mu odbić dziewczyny! Po co mu dziewczyna? Nigdy mu na tym nie zależało... Skubany, musi mu na niej naprawdę zależeć, skoro tak jej broni. Podkreślmy, że bez powodu, ale jest dumny. Hm. Musi zobaczyć go w szkole. Struchlał. Oczywiście tylko po to, żeby się upewnić, że jego też boli! Właśnie. On też ma wyglądać jak siedem nieszczęść. Właśnie po to doczłapie się do szkoły. Zrobił krok i poczuł, jak ból rozrywa go na kawałki. Miał siłę jedynie westchnąć.
To będzie dłuuuga droga...
Gdy Keiichi dotarł do szkoły było jak zwykle wcześnie. Włóczył się bez celu, aż napotkał nauczyciela, który wczoraj ich rozdzielił.
- Dyrektor chce Ciebie widzieć u siebie jak najszybciej, znajdź swojego przyjaciela od widowiskowych popisów kaskaderskich i zaprowadź go tam, oby bez użycia siły - powiedział bez wyrazu. Keiichi już chciał zaprzeczyć, że Hiroshi to żaden "przyjaciel", ale nie zdążył, belfer szybko zniknął wśród szkolnych korytarzy. Wziął z niego przykład i zaczął wolno iść. Zobaczył blond czuprynę siedzącą pod salą biologiczną. Nie spodziewał się zobaczyć go na tyle czasu przed dzwonkiem.
Pierwsza myśl jaka przyszła mu do głowy, to "Jak się czujesz?" jednak szybko się opamiętał. O czym on u licha myśli? Ten frajer wszystko zaczął, nie zasługuje na niczyją troskę!
- Dyrektor nas oczekuje w swoim gabinecie - powiedział dość oficjalnym tonem jak na przewodniczącego przystało. Miał nadzieję, że jego szkolna pozycja nie zmieni się po zaistniałej sytuacji. Liczył na to, że dyrektor będzie wyrozumiały.
Blondyn westchnął.
- Tego się spodziewałem. Chyba nie mamy wyboru? - spytał retorycznie Hiroshii. W jego głosie słychać było rezygnację z bycia wrednym. Z jego twarzy biła obojętność, ale w oczach było coś dziwnego, Keiichi nie potrafił określić co to takiego. Wściekłość, oburzenie, poczucie winy? Nie, to ostatnie było raczej niemożliwe.
Szli w stronę miejsca, w którym ich szkolne losy miały zostać rozstrzygnięte. Oboje mieli ręce w kieszeniach. Blondyn patrzył przed siebie, brunet natomiast głowę miał lekko opuszczoną w dół. Szli krok w krok takim samym tempem. Sunęli majestatycznie przez puste szkolne korzytarze. Zatrzymali się tuż pod drzwami z napisem:
"DYREKTOR - nie zawracać głowy sprawami nie wartymi mojej cennej uwagi."